
W dzisiejszych czasach wśród ludzi nie będących znawcami kultury starożytnej, słowo Anunnaki budzi albo new-age'owy zachwyt, albo pseudonaukowy niesmak. Nazwę tą bowiem spopularyzował Zecharia Stichin w swojej twórczości. Dokonał on pewnej dość subiektywnej analizy sumeryjskich mitów i uznał, że Anunnaki byli rasą istot pozaziemskich, rdzennie zamieszkujących zaginioną planetę Nibiru. Anunnaki, Annunaki lub Anunaki (sum. z królewskiej krwi albo ci co przybyli z nieba na ziemię) - w mitologii sumeryjskiej grupa najwyższych w panteonie bóstw, będących dziećmi boga niebios, Anu oraz bogini ziemi Ki, m.in. bóg mądrości Enki oraz bóg-władca świata Enlil. Zgodnie z mitem Enlil dokonał później rozdzielenia ziemi od nieba i objął władzę nad ziemią, niebo pozostawiając królestwem Anu. Mimo iż nie zachował się pierwotny, sumeryjski mit o stworzeniu świata, opowieść ta zrekonstruowana została na podstawie pośrednich przekazów oraz babilońskiego poematu kosmo- i teogonicznego Enuma Elisz (Gdy na wysokościach).
Na muzyczny projekt An.Unna.Ki natknąłem się przypadkiem podczas spotkania z debiutancką kompilacją Neue Kultur oraz występującego tam projektu derList. Gianluca poinformował mnie o swoim innym projekcie, którego muzyka niedawno ukazała się nakładem Alampo Music. Odnośnie samej wytwórni jest to twór godny uwagi - nie mam na myśli tylko interesujących aktów jak chociażby Dead.Circuit, Sermonizer, Bas.Fled czy The Convervatives. Wytwórnia przeżywa trzecią formę, przeobrażenie. Tu wypadałoby przypomieć, że Alampo powstało w 1979 roku wydając limitowane taśmy, a obecnie kreując limitowane CDR, za to w eksluzywnej i estatycznej otoczce.
Płytę otwiera zwiększający swe natężenie szelest; zamknięty w metalowej tubie szum rosnący w siłę. Z tego dźwięku nicości zaczynają się kreować pierwsze maszynowe elementy. Transformacja ze stałej, jednolitej formy przybiera coraz ciekawszego oblicza z każdą najbliższą minutą. Płyta rekomendowana jest jako krążek eksperymentalny. Na pewno da się w niej wyczuwać nutę nietypowości, specyficznej kombinacji szarego rumoru, niezidentyfikowanych dźwięków oraz smutnych, melancholijnych partii klawisza, co pewien czas okraszonego efektami fx, które niczym diody na statku błyskają w kolejnych sekwencjach pokazując drogę ewakuacyjną. Muzyka jednak nie kończy się katastrofą, a jej scenariusz odbywa się według mnie na przemian w pustych, głuchych oprzestrzenbiach statku kosmicznego jak i samym umyśle czy to twórcy i odbiorcy. Jesteśmy w centrum wszechświata, tam gdzie jesteśmy my obarczeni dotykającym nas przekazem muzycznym, tam jest epicentrum muzycznego uniwersum. Odnosząc się do kosmicznego tematu, jest to album drogi - wciąż mam wrażenie odkrywania, eksplorowania buczących przestrzeni, co chwila przecinanych radiowymi komunikatami, zrealizowanymi w sposób imitujący rozmowę istot pozaziemskich. Czasem mam wrażenie, że artysta (artyści? Nie wiem czy Gianluca zajmuje się tym projektem sam), na własnych uszach odkrywał/odkrywali tereny nasączone pozaziemskimi opiatami.
Kiedy preludium do całości trwa dość długo, to przechodząc w krótsze niż kilkunastominutowe formy, kolejna kompozycja ("The Flight Of Nergal") wydaje jakby komendę zamknięcia osłon na hełmach i rozpoczęcia podawania tlenu do kombinezonów. Hermentyczny system dźwięków jaki emituje ten utwór to zbiór bardzo pogłosowanych tekstur oraz podkładów na których sekwencjach skapują krótkie, dźwięczne soniczne krople. Po bardziej rytualnie brzmiącym "Technozoyd", opartym na stukotach i dźwiękach konstruowania czegoś nie zidentyfikowanego, zbiorniki wodnego systemu tłumiącego zostają uruchomione, co powoduje świszący efekt pary, duszej atmosfery oraz zaklinanej, kosmicznie (obco?) brzmiącej inwokacji lub komendy. "Ninurta" jest najbardziej rozwiniętym kawałkiem jeśli wziąć pod uwagę mnogość różnych sekwencji jakie pojawiają się w przestrzeni tego utworu. Dziwaczność to najodpowiedniejsze słowo, które w moim zmęczonym umyśle przychodzi teraz do głowy. Muzyczny eksperyment prowadzony poprzez liczne zakamarki statku, poprzez elektronowe impulsy czy dźwięki urządzeń oczyszczających luki i korytarze, kreuje atmosferę, która nienależy do ziemskiej terminologii. W tej kompozycji najłatwiej można odczuć i zrozumieć laboratoryjny, kosmiczny charakter płyty.
W piątej kompozycji pojawia się po raz pierwszy jakiś protoplasta rytmu. Osiominutowy "In Presence Of Inanna" podobnie jak pozostałe kompozycje prezentuje ssące, szumiące tekstury. Wrażenia przebywania na startującym statku kosmicznym są dalej jak najbardziej na miejscu - zegar powoli rusza, rozpoczyna się napełnianie paliwem ogniw paliwowych, odliczanie, zapętlone komendy w nieznanym języku, a wreszcie bardziej intensywne wejście syntezatora, powoduje, że czujemy nieważkość oraz rosnące przeciążenie.
Plusem materiału jest, że płynie w bardzo gładki sposób. Pomimo posiadania chropowatych, niełatwych w odbiorze elementów, jest to album wchodzący w głowe w całości (tym bardziej, że jest to jakby jedna długa kompozycja, podzielona na rozdziały - elementy poprzedniego znacznika, jeszcze wybrzmiewają w następnym, powoli pokrywane nowymi dźwiękowymi warstwami). Tak jak tajemnice związane z interpretacją Anunnaki, tak i dźwięk tu prezentowany ma wiele wątków i trudno go odgadnąć i ogarnąć w całości, o ile to w ogólne możliwe. Nie jest to płyta przeładowana motywami, ale wyłaniające się niespodziewanie ścieżki lub muzyczne ornamenty zostawiają nas pośród wrażenia niepewności.
Podstawą jednej z teorii związanej z Anunnaki, jest obecność w naszym układzie słonecznym planety o elipsoidalnej wydłużonej orbicie której czas obiegu wokół słońca wynosi 3600 lat. Jej orbita w punkcie najbliższym Ziemi zbliżą ją do pasa planetoid, a w najdalszym wybiega daleko poza znane granice układu słonecznego. Dzięki okresowemu zbliżeniu planet Nibiru i Ziemi podróże kosmiczne między tymi planetami są o wiele łatwiejsze i możliwe nawet w świetle obecnej technologii. Skacząc gdzieś w internecie znalazłem również tablice sumeryjską, na której widać wyraźnie wyrzeźbione jakiegoś rodzaju UFO, a ponoć jest inne na której jest 12 planet. Wiem, że to żaden odkrywczy, sensacyjny temat, nie mniej dla mnie wcześniej nieznany i dzięki tej płycie nadgryziony i może kontynuowany w przyszłości. No cóż, wodór w zbiorniku osiąga ciśnienie właściwe do startu, a więc pozwolicie, że oddale się do swojej kapsuły i jeszcze raz przeżyje muzyczny ciąg zdarzeń proponowany przez An.Unna.Ki.



| < Poprzednia | Następna > |
|---|


