
Pomimo tego, że Attrition zawsze posiadał dobre recenzje (tak jak "momenty euforii jak te, zdarzają się bardzo rzadko" - to o koncercie Attrition z Londynu w 2007 roku), to jakoś ten projekt nigdy do mnie muzycznie nie trafiał. "Kill The Buddha!" to CD wydany z okazji 25-lecia działalności materiał live, na którym znalazły się kompozycje Tearing Arms From Deities tour, który odbył się w latach 2006-2007 w Północnej Ameryce oraz kilku krajach Europy zachodniej. Płyta zawiera 11 kompozycji i pokazuje całe spekturm działalności grupy - od mrocznych gotyckich kształtów, poprzez dark wave'owe nastroje, do konkretnej, bardzo emocjonalnej elektroniki. Zaletą tego wydawnictwa jest fakt, że jest on w 100% materiałem zarejestrowanym na żywo, jedynie zremasterowanym później przez Bowesa. Po szybko przemijającym "Invitation..." pojawia się "Favourite Things", który w zmysłowy sposób wprowadza w unikalny, nieco teatralny charakter krążka. Tajemniczo brzmiąca elektronika oraz narracja Laurie Reade powoli przeistaczają się w nieco hipnotyczny utwór, z którego w naturalny sposób wychodzą kolejne, bardziej zaawansowane aranżacyjnie i bardziej dynamiczne. Jednymi z moich ulubionych są "Dante's Kitchen" oraz "Dreamcatcher" - obie kompozycje pochodzą z jednego bardziej współczesnych wydawnictw Attrition. Zaawansowana elektronika, dobra (zwłaszcza te dolne, basowe brzmienia), nieco drum'n'bass'owa forma beatu, acid'owe doły oraz specyficzne zawodzące śpiewy Laurie kreaują dalekowschodnią atmosferę, jej specyfika zaśpiewów koreluje świetnie z hinduską tradycją, aczkolwiek struktura kompozycji nie odstaje od gotycko-eletronicznych form. Jest tu też starszy utwór jak "A'dam & Eva" (z 1997), który trąci kiczem, okropnym brzmieniem oraz klanowo-mimową irytującą melodią. Na szczeście "I Am Serenity" rekompensuje to chyba najbardziej ciepłym i uspokojonym utworem. Jest w nim nie wiele szalejących, wijących się emocji, ale jest bardzo relaksujący i wydaje sie być dobrym wyborem do ostudzenia temperatury płyty, któremu bliżej trip-hop'owi czy shoe-gaze. Dalsze momenty to kontynuacja krążka "Dante's Kitchen" ("The Long Hall" i "Two Gods") i powrót do gorącej atmosfery, pożądliwego, ale zarazem jakby sakralnego klimatu, rozkosznego głosu Laurie i solidnie brzmiącej i zaprogramowanej elektroniki. Głównie szybkie tempo kompozycji zapewne rozpalał niezły ogień wśród audiencji oraz trzymał w narkotycznej euforii (a jednak!). Na koniec chwila humoru - utwór "November 18th 2006" to nic innego jak złożenie życzeń Martinowi Bowesowi przez Laurie oraz Edwarda Davidsona, który podczas amerykańskiej części trasy obsługiwał syntezatory. Reasumując pochodzący z Coventry, Attrition, niezależnie od moich uprzedzeń, w tym wydaniu live na pewno do mnie trafił. Dla osób, które śledzą ich działalność na pewno będzie to kolekcjonerski kąsek, a bardziej sceptyczne osoby może się do nich właśnie wtedy przekonają?
Attrition
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





