You are here:

Merzbow "Ikebukuro Dada"

Email Drukuj PDF

Któż nie zna działalności Mr Akity? Jedni nienawidzą jego kompozycji, innym natomiast otwierają one umysł i stają się wytyczną współczesnego dźwięku.

Do takich osób (tych drugich) sam się zaliczam i z przyjemnością oddałem się elementarnemu rozbijaniu mojej głowy na poszczególne atomy poprzez te 4 kompozycje, trwające łącznie 66 minut. Jeśli poznaliście już takie znakomite produkcje jak "Merzzow" czy "Loop Panic Limited" tego samego autora, to przejdźcie już do kupowania "Ikebukuro Dada", bo ta recenzja nic nowego wam nie powie. Ciężko również w ogóle podejmować się jakiejkolwiek krytyki dźwięku, który kreowany jest z taką pasją, zaangażowaniem, a przede wszystkim - na najwyższym poziomie. Merzbow tym razem zaprezentował solową pracę, bez żadnych kolaboracji i zdecydowanie to bardzo przekonywująca i intensywna produkcja. Album nie zaczyna się żadnym wprowadzeniem, brakuje tutaj introdukcji czy powolnych wprowadzeń w czysty noise. Nie dajcie się zwieść temu, że "Big Foot" rozpoczyna się przez parę sekund bardziej industrialnie i strukturalnie. To jakby tylko włączenie pełnej chaosu i hałaśliwości maszynerii, która już przez następne 11 minut będzie wiercić w głowie dziury pełnej ostrego dźwięku. Struktury na "Ikebukuro Dada" są raczej repetycyjne, chociaż oczywiście obowiązkowo noszące znamiona chaosu, ciągłej przemiany i eksperymentowania nad dewastowanym i modulowanym dźwiękiem. Merzbow ujmuje również utwory nieco minimalistycznie - nie ma tutaj wprowadzonego stosu przesterowanych ścieżek. Transmisja jest raczej tworzona jest z 2-3 głównych źródeł, w które co jakiś czas wkradają się niszczące, głównie na wysokim zakresie, średniotonowe wtręty. Najbardziej zaskakującym utworem jest "Ikebukuro Dada Texture", który brzmi jakby do utworu został użyty procesor gitarowy, z dużą ilością trzasków i ponurej atmosfery. Po kolejnych 4 minutach w bardzo przestrzennej, zniszczonej strukturze pojawiają się jakby (uwaga!) black metalowe fragmenty, na które został nałożony po n-kroć distortion oraz reszta efektów odpowiedzialnych za rozrywanie dźwięku. Na głównym planie toczy nam się wojna trzeszczących, hałaśliwych form, a w tle przewija się hipnotyczny, banalny riff (jakby z jakiegoś Dark Throne wycięty). Nie myślcie tu jednak o żadnym inkorporowaniu obcych elementów do muzyki Merzbow. Przede wszystkim uderza w nas burza silnego i czystego przekazu, naładowanego potężną dawką energii, jaką niesie ze sobą noise. W pewnym momencie przyswajania tego antymuzycznego sztormu "Ikebukuro Dada" odbiera się całym sobą, nie tylko uszami, ale odnosi się wrażenie jakby słuchało się tego przez całe ciało. W tych opętanych częstotliwościach stajemy się jednym wielkim odbiornikiem. Dźwięk wkrada nam się przez skórę, rozrywa trzewia, a jednak nie rani tylko wypełnia. Dodanie elementów takich jak pojawiające się pianino nie burzy obrazu bardzo jednolitego, spójnego i po prostu w najlepszy japońskim wydaniu. Tak samo jak początek "MB162.2", który nim wprowadzi nas w buczący, przesterowany, basowy sampel, otworzony zostaje skrzypiącym loopem - z jednej strony kojarzonym ze smyczkowymi formami, a z drugiej metaliczną częścią skrzypiącą na wietrze. Dalsza część to w średnim tempie prowadzona chaotyczna, chociaż dająca się wyszczególnić w repetycyjnych formach, schorowana forma, przeobrażająca się w bardzo wąskie przesterowane pasmo hałasu, czyli jak mówiłem - ponownie minimalistycznie. Płytę kończy "Passgae", który faktycznie jest pasażem - zdecydowanych, chorych, opętanych i zdewastowanych dźwięków. Utwór jest najbardziej zróżnicowany, zawierający wiele źródeł, które dzielą utwór na jakby mniejsze jego części. Jest tutaj nieco improwizowanej atmosfery, nieco czasem dusznej i jakby przeciągającej się i niektóre fragmenty tego utworu są raczej najsłabsze na płycie - ale utwór trwa prawie 23 minuty i zdecydowana jego większość to mocna transmisja, oparta na ciągłym powtarzaniu, ciągle modulowanych sampli oraz posiadająca bardzo porwaną strukturę kompozycji. Laptopowa już produkcja Merzbow odnosi się do świetnych produkcji, które swojego czasu wychodziły w Mego czy wczesnym Oval. Tak więc mimo kilku mało hałaśliwych i ekscytujących fragmentów ta płyta to obowiązek, a nie tylko rekomendacyjna nalepka.

Circumvent Recordings
Merzbow

 
Joomla SEF URLs by Artio

Frequency Institute

Artur Ostrowski - Uneven Structure: acrylic paint, video presentation: http://youtu.be/aIxChmIlmZc
Piątek, 30 Lipiec 2010 21:31
twitter Follow freq_institute on Twitter

Statystyki

mod_vvisit_counterDzisiaj326
mod_vvisit_counterW miesiącu9890
mod_vvisit_counterW sumie291797

Online (20 minutes ago): 14
Symbol