
![]()
W ciągu ostatnich tygodni jest to moje drugie spotkanie z tym artystą ukrywającym się pod pseudonimem Shajdi. Wcześniej okazją do krótkiej rozmowy był pierwszy rozdział jego elektronicznej twórczości, mianowicie "The Darkest Night". Pomimo, że nie wynalazłem mroku w dźwiękach tam zawartych, materiał ten przemówił do mnie, głównie ze względu na utwór "Dreamer". Powtarzanie opinii o pierwszym materiale większego sensu nie ma, a więc zainteresowanych odsyłam do artykułu "Najczerniejsza noc? No, tego to bym nie powiedział". Pewien czas temu Shajdi podesłał mi nowy materiał zatytułowany "Chapter II - The Wings Of A Soldier", o którym wypada nie tylko ze względów koleżeńskich napisać parę słów. Fakt, że informacje nie pojawiły się wcześniej spowodowany był głównie pracą zawodową, jak i nad Industrial Culture. Dni bez tego materiału nadały mu nowej wartości i jasności. Czytając informacje jakie podał mi artysta i słuchając jego muzycznych kreacji w głowie układa się kilka prostych pytań, ale dziennikarskie zaangażowanie Shajdiego ubiegło w zasadzie większość z nich w prasówce, którą otrzymałem. Zanim pokusze się o parę zdań na temat dźwięku, przeczytajcie co Shajdi mówi o powstaniu drugiej odsłony.
"Chapter II - The Wings Of A Soldier" jest typowym concept albumem. Co prawda, okazało się to dopiero w połowie okresu produkcji, gdy część kompozycji byla już zarysowana i istniały już wersje demo takich kawałków jak "Agape&Satori" czy "The Dreamer". Najtrudniejszym zadaniem było nadanie tytułu, ponieważ chciałem, żeby był nietypowy oddawał wszystko to, co dzieje sie na ścieżkach oraz ,aby przykuł uwagę. Dlaczego Chapter II ? Pewnie przez to, że po I czas na II (śmiech) Ale również dlatego, że to kolejny rozdział dla tego projektu, kompozycje może i faktycznie są krótsze niż na CH1, ale to naturalne, że ludzie zawsze będą porównywać do poprzedniej płyty. Najnowsze utwory są bardziej przemyślane, zawarta jest w nich jeszcze większa głębia, która pomaga słuchaczowi zanurzyć sie w dźwiękach. Dlaczego "The Wings Of A Soldier"? Może dlatego, że totalnie nie miałem pomysłu na płytę i dlatego, że w okresie nagrywania oglądałem serial Band Of Brothers, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Myślałem sobie, że było już dużo artystów, którzy chcieli oddać hołd żołnierzom poprzez muzykę, ale zawsze ich efekt końcowy był bardzo słaby. Postanowiłem zrobić to po swojemu. Cały czas skupiałem się nad tym, by nie ograniczać się do żołnierzy II Wojny Światowej ,ale również o ludziach, którzy w naszych czasach służą w armii, tak jak np. nasi chłopcy w Iraku i Afganistanie. Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się dokonać czegoś bardzo trudnego, co nie udaje się wielu artystom - każda kompozycja to historia jednego wojownika bądź żołnierza, wszystko zależy od naszej wyobraźni, ale najistotniejsze jest to, że te wszystkie historie łączą się w jedną spójną całość, która trwa 46 min czyli całą długość albumu.
Płyta jest już właśnie znacznie bardziej rozciągnięta w czasie, co nie oznacza bynajmniej, że się spotykamy tu drętwe dłużyzny. Czternaście kompozycji dobrze wypełnia czas ponad 45, przepisowych minut. W dalszyhm ciągu mamy do czynienia z turlającą się elektroniką, wspartą solidnie brzmiącą sekcją rytmiczną. Shajdi nie dekomponuje standardowych elektronicznych scenariuszy, ale raczej utrzymuje się w klasycznej strukturze. W przypadku relaksującej, płynącej muzyki to dobre rozwiązanie. Z dźwiękami zaprzyjaźniamy się szybko, zapadające w ucho melodie, czasem wydające się, że "już je gdzieś słyszałem", pomagają w utrzymaniu koherentnej struktury nateriału. Bardzo pulsujący utwór "Devils vs Angels" nieco myli swoją nazwą referując do bardziej klasycznych, rytualnych elementów, jakie mogą iść z skojarzeniu z filmem o tym samym tytule. Muzycznie jest dużo bardziej przestrzennie, kosmicznie. Kompozycja sunie w kierunku barwnych galaktyk i świtlistych rozbłysków supernowych. Bardzo ucieszył mnie fakt zaprezentowania kompozycji "Dreamer", która dla mnie królowała na poprzednim materiale. Wykorzystanie przemówień Martina Luthera Kinga oraz bardziej przytłumionych sampli i jednostajnej sekcji budują pompatyczny, podniosły klimat. Oprócz wspomnianego utworu laureat pokojowej Nagrody Nobla pojawia się również w kawałku o dużo mówiącej nazwie "Freedom Fighter". Po tej kompozycji rytmiczna elektronika ustępuje miejsca bardziej eksperymentalnym, badawczym terenom. "Warrior's Soul" posiada bardziej plemienny, inicjacyjny charakter szczególnie w drugiej części kompozycji. Do bardziej zaangażowanej i dynamicznej formy powraca przedostatni "Rockets Over Pakistan", jednakże nie posiada on już takiej mocy i intensywności jak wspomniany "Devils Vs Angels", charakteryzuje go jednak również nieco "pozawymiarowy" klimat i imitujące radiowe impulsy sample. Płytę kończy "The Dream Omlet" jako kolejny eksperymentalny wywód, bardzo jednostajny, prosty w konstrukcji i zachowujący system komunikacyjny z całością materiału. Shajdi w dobry sposób skomponował i te wspomniane, i te niewymienione kompozycje. Co ważnym jest wg mnie dla tego wydawnictwa, to fakt, że zachowana jest równość pomiędzy mechanizmami dystrybucji dźwięku - przejścia od dynamiczniejszych do bardziej eksperymentalnych kawałków są bardzo płynne i wypadają bezboleśnie. Sprawia to, że krążka słucha się naprawdę przyjemnie.
Na koniec Shajdi poruszył jeszcze dwie sprawy jak kwestie techniczne i okładkę: "Cały okres produkcji to mniej więcej 5 miesięcy. Po Chapter I miałem tylko przerwę ok. 2 dni, po czym zacząłem mieć kolejne pomysły, które nie dawały mi spokoju i dalej potrafiłem siedzieć całymi nocami nad jedym beat'em by był taki, jaki sobie wymyśliłem, czyli dealny. Muszę powiedzieć, że nie potrafię zliczyć ilości przeróbek niektórych utworów. Bywały również momenty, gdy dniami zastanawiałem się, czy dana kompozycja trafi na album i w które dokładnie miejsce, żeby nie zaburzyć całości. Cały czas byłem w kontakcie z "Gurąą", który zawsze doradził, podrzucił pomysł lub wysłuchał demówek. Dla niektórych może to być rozczarowaniem, ale na "Chapter II - The Wings Of A Soldier" nie podjąłem żadnych kolaboracji. Powód jest dość prosty - chciałem by ten album był w 100% mną, by wszyscy usłyszeli, że to ja, że jestem dobry w tym co robię, a co najlepsze, że to nie jest moje ostatnie słowo! Do kreacji dźwięku użyłem masy syntezatorów, ale także wielu żywych instrumentów. (...) Okładka płyty została zaprojektowana i wykonana przez Kate Gore z Lying Truth, za co z całego serca dziękuję. Kiedy zaczynaliśmy prace nad okładką w bardzo krótkim czasie okazało się, że mamy prawie identyczną wizję właśnie tego małego żołnierza oraz jego ogromnych skrzydeł. Cieszę się bardzo ze współpracy z Kasią, ponieważ bałem się, że okładka zajmie mi kilkakrotnie więcej czasu niż samo nagrywanie, czyli wieki (śmiech) Szybko wykonaliśmy projekt, a najwięcej czasu zajęło idealne wykonanie tejże grafiki, którą możecie dzisiaj podziwiać, ale za to w moim mniemaniu jest perfekcyjna".
| < Poprzednia | Następna > |
|---|


