
Krass-T. Francja. Nie miałem żadnych wątpliwości czego wysłucham kiedy spotkałem się z nazwą tej formacji. Okładka przedstawiająca związanego łańcuchami człowieka rozrywanego potężnym uderzeniem decybeli sugerowała, że latające mięso, mielone trzewia i tłuczone kości będą muzycznym tematem przewodnim. Krass-T powstał w 2003 roku jako gitarowy i perkusyjny duet, który pierwsze kompozycje opierał na inspiracjach Pantera, Slayer, Kreator czy Autopsy, a także hard core'owych aktach jak Suicidal Tendencies. Dopiero jednak rok 2008 rozpoczął sensowniejszą działalność formacji wraz z przybyciem nowego basisty Nico (udzielającego się wcześniej w Dedalus). Budowanie materiału oraz szersze koncertowanie zwieńcone zostały pierwszym albumem. "Po fakcie, to w sumie jesteśmy zadowoleni z tego pierwszego albumu. "Le jour du Saigneur" jest czysto podziemnym produktem, z wyzywającym old-school'owym dźwiękiem, o który wręcz niektórzy proszą. Ludzie lubią muzykę Krass-T za naszą surową energię, która tak naprawdę rozwija się podczas koncertów. Ogólnie chodzi o uderzenie, precyzyjną i pierwotną brutalność, która zaskakuje słuchaczy, a my dodatkowo staramy się wykreować interakcję podczas koncertów - pełną szcześcia i podniecającego nieporządku zarówno w grupie jak i audiencji".
Na płytę składa się 11 kompozycji, ale nie udało mi się odnaleźć informacji o studio gdzie zostały one zarejstrowane. O okładce już miałem możliwość wspomnieć, ale posłuchajmy co na ten temat, a także samego francuskiego tytułu ma do powiedzenia jeden z członków zespołu. "Tytuł jest grą słów we francuskim. Niedzielna msza jest nazwana "Dniem Pana", zamieniając litery "e" i wstawiając w to miejsce "a" otrzymaliśmy "Dzień Krwawiącego". Artwotk nawiązuje szczególnie do kompozycji "Criminal Legal", a także krytykuje religijny fanatyzm. Artwork jest nieco sprzeczny i mozna go widzieć na różne sposoby. Pierwszy - gang ekstremistów, który torturuje wielkiego drania strzałami decybeli (tak, jesteśmy wielkimi złymi chłopcami...) albo jako siłę mechanicznego i hierarchicznego społeczeństwa czy to religijnego czy nadzorcznego, które wykrwania swoich ludzi dla pieniędzy, opróżniając ich szpik, kwintesencję, aby świętować kastrację, anihilację jakichkolwiek krytycznych opinii. Nie mniej jest on dalej bardzo surowy i ekstremalny (ponieważ czyni nas szczęśliwymi). Ten zestaw może być interpretowany różnie (frontowa i tylnia dekoracja) i świetnie reprezentuje relacje oparte na sile w mechanicznym i wspomnianym skandalicznie zhierarchizowanym społeczeństwie na wszystkich poziomach. Jest zawsze kilku ludzi, którzy chcą walczyć z ich siłą, która wykrwawia każdego innego, dla własnych profitów, dla ukierunkowywania wyborów, radzenia sobie z krytyką. Sława, idea, że możemy odnieść jakiś sukces (społeczny czy jakikolwiek inny). Ekstremalny fanatyzm i związki siły w społeczeństwie zatem bardzo duże i dają praktycznie niewyczerpane tematy dla Krass-T. A poza tym innym skromnym celem Krass-T jest wybudowanie entuzjazmu i interakcji pomiędzy nami a publiką, pozostając cały czas świadomymi!".
Już bałem się, że intro może być najciekawszym kawałkiem na płycie. Jest złożone kilku warstw, zaczyna się od kościelnych dzwonów, na które nakładają się alarmowe syreny, transowo bijące bębny, zawodzenia, brzmiące jak religijne intonacje, wszystko zaczyna na siebie nakładać się w ekstatycznym wirowaniu, wprowadzając mały chaos i ciekawie budując klimat płyty. Otwierająca kompozycja jest co ciekawe prawie najdłuższym utworem na płycie. Trudno przecież spodziewać się po takiej formacji rozbudowanych struktur. Już pierwsze takty "In Your Noise" dają pożądnego kopniaka i mimo, że krew nie zaczyna się sączyć z nosa, to automatycznie przychodzi na myśl mi inny francuski projekt Inhumate. Krass-T dysponuje podobną dynamiką i charyzmą. Wściekły, skomasowany grind core/death metal potwierdza swój interesujący poziom w kolejnych kompozycjach jak "Du Nerf" (interesujące rozbudowanie aranżacyjne), "Virus" (który fragmentarycznie kojarzy mi się z... Sodom. Wiecie, ten surowy, dziki pęd do przodu) czy zamykający "In Your Nose II". Album ma dobry feeling, zmiany tempa chatakteru kompozycji. Pojawiają się nawet thrash metalowe elementy, a także odniesienia do Entombed ("The Patriot") - na chakaterystyczny wojskowy rytm na werblu i pozniej dziki, swoiście zaaranżowany w stylu Szwedów motyw jak na płycie "To Ride...", a także "kreatorowa" dynamika. Brzmienie jest dość ciężkie, choć brakuje jeszcze nieco wybuchowości, nie mniej płyta jest nośnikiem bardzo koncertowej energii. "Kochamy grać koncerty, muzyka Krass-T jest defloruje cały zespół, jak i publikę, zmuszając wszystkich do pocenia się i masowej histerii". Wcale mnie to nie dziwi.
Teksty są w ojczystym języku muzyków, więc nie mam bladego pojęcia co jest w nich zawarte. "Tematy są odmienne i zróżnicowane. Opisuja między innymi utratę kontroli w "Du Nerf", o zespole, który myśli, ze ich image jest ważniejszy od ich muzyki w "Starifie", o okropnościach wojny w "The Patriot" czy religijnych fanatykach w "Le jour du saigneur". Krass-T nie ma w obecnym momencie innych planów niż granie jak największej ilości koncertów, a także "(...) fajnie byłoby znaleźć wytwórnię zainteresowaną nie komercyjnym aspektem czy biznesem na śmierć". Tego im gorąco życzę, a wam polecam konfrontację z ich muzyką. Skład: Yannick (gitara), Stephane (perkusja), Julien (vocal) i Niko (bas).
Krass-T
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





