
Kiedy zetknąłem się po raz pierwszy z twórczością gothenburskiego Urbandux poraziła mnie siła brzmienia oraz dynamika. Nic dziwnego, pierwszą kompozycją w Myspace'owym odtwarzaczu był cover Pink Floyd "Another Brick In The Wall". Jest to najlepszy cover tej kompozycji jaki słyszałem i może śmiało stawać do zawodów w kategorii "najlepszy cover", o ile taka istnieje. Zdecydowanie popchnęło mnie to do zapoznania się z całością albumu "The Aftermath", który parę dni temu wszedł do sklepów. Dodatkowo mamy możliwość odsłuchania całości płyty bezpośrednio na stronie artysty. Na krążku pośród trzynastu kompozycji nie został zamieszczony wspomniany cover (jest on dostępny na Ep'ce, która została wydana tuż przed płytą), gdyż zdecydowanie byłby on najlepszą propozycją na płycie. Nie zrozumcie mnie źle, autorska muzyka Urbandux nie jest wcale zła. Można ją swobodnie sklasyfikować w ramach rock/metalu, w który wkrada się pop'owa atmosfera. Na szczęście tego ostatniego elementu nie jest za wiele. Urbandux opierają swoje dźwięki inspirując się głównie Metallica, tylko czasem odnosząc się do Faith No More (jak na pierwszej płycie). Używając prostych środków wyrazu utwory stają się bardzo żywiołowe, a budowane klasycznie rockowo napięcie, czyni z nich potencjalne hity rockotek oraz stacji radiowych. Co ciekawe i dla mnie pozytywne - na płycie praktycznie nie ma solówek, a nieskomplikowany i płynny przepływ emocji. Kompozycje są bardzo melodyjne oraz łatwo wpadają w ucho, głównie dzięki werwie z jaką są przedstawione linie wokalne. Przeważnie są to czyste, klarowne głosy, tylko niekiedy wzmacniające swoją barwę specyficznym nu-metalowym efektem (utwór "Dios Ha Muerto"). Wyróżniaja się szczególnie "Disconnected", który w bardzo śmiały sposób nastraja nas do ciężko brzmiącej płyty, nieznacznie korzystając z elektroniki. W tym oraz w czwartej kompozycji (zaczynającej się niczym Metallica z okresu "Load"), zatytułowanej "Bozo" (ciut bliżej lepszych momentów Linkin Park), zaznaczają się refreny. Aranżacje są chwytliwe, a ich melodyka czasem przypomina mi coś pomiędzy Godsmack a Nickelback (bez oznak homoseksualizmu). Na takiej płycie nie mogło obyć się bez spokojnego, smętnego momentu, jakim jest "Miranda". Stonowana forma ballady to preludium do umiarkowanego tytułowego kawałka, którego praca basu przywodzi mi wreszcie na myśl Faith No More. W kompozycji pojawia się ponownie więcej elektroniki, aczkolwiek personalnie uważam, że mogli wybrać lepszy numer na tytułowy utwór. Po słabym "Twice For An Eye" pojawiają się jeszcze cztery kompozycje, które posiadają więcej pazura i pokazują jak bardzo na efektowność utworu ma wpływ bardzo dobre, dynamiczne brzmienie. Utwory wydają się nieco na siłę dodane, gdyż oprócz otwierających, dobrych przewodnich motywów, zwrotki nie porywają zbytnio i wyhamowywują utwory i całą płytę. Słuchając ich mam ochotę wrócić do kopiących po tyłkach "Disconnected" czy "Seltzer Water". Moim zdaniem "The Aftermath" powinien posiadać maksymalnie dziewięc utworów, które swoim brzmieniem, świetną studyjną produkcją i wreszcie dobrymi pomysłami powodowałyby pewien niedosyt i determinowały do powracania do tych dźwięków. Na szczęście zawsze można tego dokonać wcześniej i śpiewać razem z Demonzem "Give it up, give it up - change the attitude!". Zdecydowanie polecam.
Urbandux
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





