
Student dziennikarstwa Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, zainteresowania: muzyka rockowa, metalowa, prywatnie również muzyk-amator. To najkrótsza z możliwych charakteryzacji postaci Adama Adamskiego, na którego pracę "W wyimaginowanym świecie imadeł" trafiłem przypadkowo (jak zawsze) wyszukując fraz "opowiadania futurystyczne". Ciąg znaków posiadających abstrakcyjną wymowę, pokrętne związki logiczne między nimi, no i wreszcie uczucie poczucie artystycznego, słownego wyżycia się, stawianie oboj siebie na pozór tylko różnych wyrazów, swobodne operowanie słowami i literacka improwizacja. Jak powiedział mi sam autor: "Czytam różne rzeczy nie ograniczając się w jednej tematyce. Lubie zarówno "Władcę pierścieni", czy "Harrego Pottera" jak i Stephena Kinga, czy chociażby Grahama Mastertona, mistrza horroru. Moim ulubionym autorem pozostaje jednak Neil Gaiman, jako że jego twórczość czesto bazuje na tych samych rzeczach, które stanowią tło moich własnych opowiadań". Wspomniane opowiadanie znajdujące się w serii "W płaszczyźnie wyobrażeń istnień beznadziejnych", mimo, że krytykowane, określane mianem grafomańskim, mnie zainspirowało do częściowego wniknięcia, wzięcia pod lupę człowieka, który przepływ własnych myśli na papier/ekran monitora czyni na luzie, w spokoju, a przy tym wychodzi mu na tyle intrygująco, że koniecznie trzeba o tym porozmawiać. Mam nadzieję, że niedługo już ukaże się papierowe lub chociaż elektroniczne wydanie jego prac, gdyż na obecną chwilę autor nie posiada własnej strony, a obecne jego zajęcia akademickie i praktyki w radio spowalniają nieco proces domknięcia spraw związanych z wydawnictwem. Rozmowę przeprowadziliśmy w maju br. i myślę, że już warto w końcu ją wstawić online, a moment kiedy starsze i nowe prace (które odeszły w stronę innego rodzaju opowiadań) będzie okazją do ponownej pogawędki.
Jak to w ogóle się stało, że podniosłeś pióro i zacząłeś systematyzować myśli na papierze? Dlaczego akurat poprzez literaturę zdecydowałeś się manifestować samego siebie? Pamiętasz swoją pierwszą pracę?
Wszystko zaczęło się właściwie od pisania wierszy. Takich do szuflady. Ani to ambitne, ani interesujące patrząc teraz z perspektywy czasu, ale wtedy dające ślepe przeświadczenie o czynieniu czegoś niesamowitego. Od zawsze miałem bogatą wyobraźnie. Wymyślałem wiele rzeczy, cały czas będąc zawieszonym między swoim wyimaginowanym światem, a tym realnym. Potem zacząłem dorastać i wszystko wokół mnie za szybko się zmieniało, dlatego postanowiłem część tego świata, co gnieździła mi się gdzieś tam w głowie, przelać na papier. Wtedy raczej nie myślałem o tym poważniej, po prostu trudno mi było tak z dnia na dzień dorosnąć. Potem się okazało, że to co pisałem nie było tylko szarym czymś, tylko cząstką mnie, która po odpowiedniej korekcie może stać się czymś więcej. Moja pierwsza praca? Oczywiście, że pamiętam. To wiersz. Miłosny, żeby było śmieszniej. Jeśli natomiast chodzi o opowiadanie, to jest to „Księga odpowiedzi”. Krótka historyjka powstała pod wpływem niesamowitej książki Tolkiena, „Władcy Pierścieni”.
Kogo uznajesz za swoich mistrzów pióra? Dlaczego ich prace są dla Ciebie tak istotne i co w nich znajdujesz dla siebie?
Aktualnie „wsiąkłem” w cykl „Pieśni Lodu i Ognia” Georga R.R. Martina. Bardzo lubię klimaty średniowieczne, zwłaszcza jeśli są na granicy fantasy. Absolutny mistrz i mój idol. Zaraz po nim zawsze żywy Tolkien, kolejny mistrz z mojej Wielkiej Trójki. To na jego książkach praktycznie się wychowałem. Ostatnim z moich ulubieńców jest Neil Gaiman, pisarz współczesny, postmodernistyczny. Jego książki są jak jednorazowe wyprawy na drugą stronę lustra. Perfekcyjnie miesza rzeczywistość z mitycznością dolaną szczyptą fantastyki. Drugim, nie wiem czy może nie ważniejszym, powodem dlaczego go lubię jest fakt, że to za sprawą jego książek pojawiają się wciąż nowe pomysły na moje opowiadania, a jego styl stał się dla mnie wzorem do naśladowania.
Pierwszy raz kiedy zetknąłem sie z Twoimi pracami był przy okazji poznania "W wyimaginowanym świecie imadeł". Symboliczny bieg, gra słów, abstrakcyjna rzeczywistość niektórym kojarzy się z grafomanią. Jak wiesz, sam odbieram to w inny sposób, ale co Ty sam odczuwasz tworząc tego typu opowiadania? Co jest do nich impulsem? Lubisz improwizować słowem, prawda? W ogóle co możesz powiedzieć o zbiorze "Ja, moje ja i wyobraźnia"?
Tak, lubię improwizację. Uważam, że jest ona bardzo ważna dla każdego autora, przynajmniej początkującego. Pozwala na otworzenie swojej wyobraźni i pisanie bez ładu, składu i żadnej koncepcji. Potem zaś to wszystko powoli kształtuje się w „coś”, nabiera kolorów, emocji, aż w końcu staje się zaczątkiem nowej historii. Improwizowanie pozwala „wyżyć” się twórczo, odpocząć, a także zebrać nieukształtowane jeszcze pomysły do dalszej obróbki. Co do zbioru, to jest to mój pierwszy projekt nad którym pracuję. Na chwilę bieżącą zbieram materiały, które będą mniej więcej pasować tematycznie do siebie nawzajem, a następnie planuje własnymi siłami wydać go ( zbiór ). Moim marzeniem od dawna było wydanie własnego zbioru opowiadań. Niestety na chwilę bieżącą zawalony jestem innymi obowiązkami, które skutecznie kradną mój czas, który mógłbym poświęcić na przepisywanie swoich opowiadań. Mam jednak nadzieję, że po wakacjach wszystko powinno już być zapinane na ostatni guzik i być może zbiór ujrzy światło dzienne.
Kiedy czytam "Ja też istnieję" przychodzi mi na myśl forma sztuki (mam na myśli konstrukcję, której użyłeś - "zamyka drzwi", "siada na zniszczonej wykładzinie"). Czy podjąłbyś się napisania sztuki? O czym by mówiła?
To ciekawe pytanie. Kiedyś napisałem jedną sztukę, ale była ona straszna, dosłownie He He J W najbliższej przyszłości nie planuje niczego takiego. To chyba nie moja stylistyka, poza tym sztuka powinna być napisana od początku do końca przez autora, nie ma w niej miejsca na dopowiedzenia czytelnika ( ewentualnie widza ). Wszystko jest takie jakie chce autor. Książka ma tutaj przewagę pod tym względem. Często sam pisze opowiadania, w których bohaterowie nie mają imion i nawet nie za bardzo są opisani. Skupiam się raczej na relacjach, emocjach, uczuciach, wydarzeniach pozostawiając gdzieś opisy poza planem. Dzięki temu to czytelnik sam wyobraża sobie swojego bohatera, jednocześnie stając się współtwórcą. Jedni uznają mnie za lenia, bo nie popadam w przydługie opisy, ja jednak czytając książkę niejednokrotnie widzę opisywanego bohatera zupełnie inaczej niż autor. I uważam, że każdy czytelnik ma do tego prawo. To tak tylko w gwoli wyjaśnienia.
Odnośnie swobodnej gry słów nie mogę pominąć "W płaszczyźnie wyobraźni istnień beznadziejnych". Kłębisko metafor, symboli, tak, że każde zdanie może być różnorako interpretowane, aż do momentu chaosu i niezrozumienia. A więc o co chodzi z różą, kotem i szafą? Tłumacz się co wtedy widziałeś i opisywałeś :)
Próbuje sobie przypomnieć okoliczności powstania tego opowiadania, jednak nie bardzo chyba potrafię. Opisywałem tutaj wędrówkę śmierci, która przychodzi i zabija tych, na których przyszedł już czas. Potem jednak nie odchodzi, postanawiając zażyć uczuć ludzkich i zwiedzić mieszkanie swych ofiar. I w tym miejscu wchodzi opowiadanie. Kotem jest śmierć, zaś róża to metafora wszystkich i wszystkiego co kochało swoich właścicieli ( których zabiła przecież śmierć ). Wywiązuje się pomiędzy nimi niby walka, którą ostatecznie wygrywa śmierć, jako istota nieśmiertelna. Szafa z kolei reprezentuje rzeczy martwe, które ze względu na swoją naturę, mogą być tylko niemymi obserwatorami wszelkich zdarzeń. To tak po krótce. Nie zagłębiałbym się jednak dokładniej w to opowiadanie, bo prawdą jest, że to przykład ewolucji jednej z niekontrolowanych improwizacji, jakie udało mi się poczynić.
Pisałeś mi, że Twoje nowe prace są odmienne od tych, które mi wysłałeś (datowane na 2004 i 2006 rok). Co zatem zmieniło się w kolejnych latach pisania? Co teraz Cię nurtuje, co jest dla Ciebie głównym tematem?
Wiadomo, każdy dojrzewa. Moje opowiada też, z początku niepoukładane, chaotyczne, niekontrolowane, powoli stawały się jedną zamkniętą całością. Kiedyś korzystałem wyłącznie ze swojej wyobraźni. Wpadł pomysł, to przelewałem go na papier. Teraz zaś obserwuje otaczający mnie świat i na podstawie tego co zobaczę, tworzę dodając do tej całej mieszanki resztki wyobraźni jakie mi jeszcze zostały. Opowiadania stały się poważniejsze, ciekawsze wydaje mi się. Nie ma raczej głównego tematu wokół którego staram się tworzyć opowiadania. Piszę o tym co aktualnie mnie ciekawi, nurtuje, frustruje lub po prostu zainteresowało specyficznym „czymś”.
Czy głównie piszesz opowiadania? A co z wagą ciężką i pełną powieścią? Mamy szansę przeczytać kiedyś gruby tom autorstwa Adama Adamskiego?
Oj, bardzo bym chciał. Ale chyba każdy początkujący twórca zaczyna od niezobowiązujących krótkich treści. Aby powstała prawdziwa powieść potrzebny jest bardzo solidny pomysł, cały zarys i generalny koncept. A do tego dochodzi jeszcze wielka wytrwałość i najważniejsze, systematyczność. Jeśli zdecydujemy się pisać co drugi dzień, to powinniśmy się tego planu trzymać. Bowiem kiedy raz opuścimy plan, potem drugi, bardzo trudno jest wrócić na stary tor. Krótsze opowiadania są pod tym względem wygodniejsze. Siadam i piszę je od początku do końca, podczas jednej sesji. Później ewentualnie są tylko jakieś poprawki. Do dłuższych wersji trzeba po prostu dojrzeć. Póki co nie czuję się chyba jeszcze na siłach na epopeję J Do tego dochodzi jeszcze jedna moja wada, mianowicie często nudzę się tematem. Jednego dnia wpada mi pomysł na opowiadanie. Siadam piszę, jednak nie kończę go, albo w jakiś sposób rozrasta się on do większych rozmiarów. Potem następnego dnia do niego wracam, ale z każdym kolejnym już dniem mój zapał słabnie, by po jakimś czasie zniknąć w ogóle ustępując miejsca zupełnie nowemu pomysłowi. Niestety mam sporo takich nie dokończonych opowiadań, które mają po 6-7 stron i czekają na swoje rozwinięcie i zakończenie. Może kiedyś uda mi się do nich wrócić i szczęśliwie doprowadzić je do końca. Czas pokaże.
Jak się mają sprawy związane z przedstawianiem Twoich prac czytelnikom. Gdzie można Cię znaleźć i śledzić na bieżąco?
Na chwilę bieżąco nigdzie. Jakieś 2 lata temu prowadziłem blog, na którym umieszczałem swoje prace. Jednak wraz z rozpoczęciem studiów robiłem to coraz rzadziej, aż w końcu przestałem go w ogóle odwiedzać. W tej chwili nie mam za bardzo czasu na promowanie swojej twórczości, która od jakiegoś czasu również zostaje lekko zaniedbywana. Tygodniowo piszę średnio 2-3 teksty na studiach ( dziennikarstwo ), a także znajduje się w redakcji studenckiej gazety uczelnianej. Wszystko to sprawia, że ciężko jest się zebrać w sobie i ponownie poświęcić swojej pasji odrobinę czasu i zaangażowania.
Czy literatura to jedyny aspekt sztuki w którym się odnajdujesz? Czy muzyka, malarstwo czy film cię również inspirują?
Moje zainteresowania poza pisaniem obejmują też film i muzykę. Nakręciłem parę filmów, ale nie było to nic o czym warto by wspominać. Raczej z racji studiów swego rodzaju hobby. Muzyka zaś to moja druga, zaraz po pisaniu, wielka pasja. Gram na gitarze elektrycznej i akustycznej. W liceum udało się zaliczyć kilka występów w szkole, w czasie wolnym razem z kumplami graliśmy w garażu. Nigdy nie wyszliśmy poza niego, ale zabawa pomimo tego zawsze była przednia. 15 osobowa publiczność potrafiła tak samo dobrze bawić się jak cały klub. Później na studiach zagrałem kilka koncertów solowych w mniejszych klubach. Jednak ponownie powtórzę się, za mało jest godzin w dobie by moc spełniać się we wszystkim. Na chwilę obecną gram w domu, dla siebie, dla przyjemności, jednak pozostaje otwarty na jakiekolwiek pomysły jakiegoś jam session chociażby.
Nad czym teraz pracujesz? Kiedy nowe prace Adama Adamskiego zapełnią papier bądź Internet? Dziękuję za Twój czas i odpowiedzi.
Aktualnie, jak już wspomniałem, wykańczam swój pierwszy projekt „Ja, moje ja i wyobraźnia”. Zostało mi do przepisania kilka tekstów, skończenie jednego opowiadania i ewentualnie dodanie każdego następnego, który „napatoczy” się po drodze. Później zaś już tylko składanie zbioru i do drukarni. Mam nadzieję, że po wakacjach wszystko będzie już gotowe, ale jednocześnie nie śpieszę się ze wszystkim. Pośpiech to zły doradca. Wszystko wyjdzie w swoim czasie, kiedy będzie gotowe i będę z tego zbioru w pełni zadowolony.
Przy okazji mogę zdradzić, że po głowie chodzi mi już następny projekt. Również zbiór opowiadań, skupiony jednak wokół konkretnej tematyki i formy. Tytuł roboczy to „Kobieta i Mężczyzna”. Póki co powstało w tej materii jedno krótkie dzieło. Jednak priorytetem nadal pozostaje „Ja, moje ja i wyobraźnia”. Również dziękuję za rozmowę.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|


