
Jest to moje pierwsze zetknięcie z tymi artystami. Jest to kolaboracja pomiędzy gitarzysta Yermo, Ultraphallus - Xavierem Duboisem, a formacją Noir. Efektem tej pracy są dwie na prawdę ciekawe kompozycje, które można wstawić w ramy pokręconego ambient, a więc osoby poszukujące ciekawego dźwięku, na pewno odnajdą się w tych transmisjach. Wyobraźcie sobie, że jesteście w kompletnej ciemności, słuchając dobiegających was dźwięków otoczenia, coraz wygodniej umieszczacie się w fotelu i powoli, powoli zapadacie w sen. Jeszcze pomiędzy jawą, a bezlistosnym opadaniem w objęcia Morfeusza dosłuchujecie się dźwięków skrzypiec (utwór pierwszy). Czy aby na pewno one tak brzmią? A może to wcale nie instrument strunowy? Tak dziwacznie drga, wibruje bardzo silnie. Za chwile dopada was buczący odglos, jakiś głuchy wybuch... Wasze wyobrażenie o rzeczywistości zostało zniszczone, a na plan główny wychodzą wszelkie senne mary, koszmarne skojarzenia i chore wizje. Płyta zawiera z jednej strony bardzo dramatyczny ładunek - bez problemu odczuwamy formę bólu, pewien dyskomfort z tym związany, ale nie wydaje mi się, aby tak łatwo można było oderwać się od tych narkotycznych wizji. Krążymy w półmroku dość sporego domu dźwięków, mijamy wiele drzwi, jedne z nich się skrzypiąco uchylają, inne wciąż stoją zamknięte, aż odpowiednia ilość obrotów płyty pozwoli na wejście na inny poziom odbierania tego materiału. Dookoła na ścianach są poszarzałe płotna, niewidoczne, rozmyte ambientowe pejzaże, portrety o wykrzywionych efektami twarzach. W dalekiej części posesji Duboisa i Noir dudnią jakieś kotły, słyszycie jak rozdzierane są kurtyny, a pod podłogą jakieś stworzenia wciąż wydają niezidentyfikowane głosy. W umysł wkradają się pierwsze oznaki paniki. Paniki prowadzącej do obłedu i masochistycznej woli pozostania mieszkańcem domu na zawsze... Krążek obraca się nieustannie i odkrywa przed nami jeszcze dłuższy korytarz, do którego końca nigdy nie możemy dobiec. W utworze drugim wszystko ustaje - i dudnienia, i zawodzenie smyczek. Słyszycie jak wiatr przechadza się po nieszelnych okiennicach, jak korniki drapią ramy, a nawet skowyt w komunku, nie jest w stanie zagłuszyć łomotu serca... Weszliście na zupełnie inne terytorium i zdajecie sobie z tego sprawę. Biegnąc zaczepiacie o meble, przerwacacie się na schodach, a wszystko wydaje się toczyć w zwolnionym tempie, z głuchym stukotem potwierdzając istnienie scen w jakich bierzecie udział. Płyta w znakomity sposób jest zapętlona i powraca w naturalny sposób do swojego początku. Niezależnie jak uciekacie od tych dźwięków, tak zawsze wracacie w to samo miejsce. Soniczny labirynt wyprodukowany na tym CDR to osobliwa muzya grozy i pełen kalejdoskop wyobrażeń mogących nawidzieć nas w koszmarach i innych marzeniach sennych zawierających głęboki ładunek emocjonalny. Polecam.
FF HHH Records
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





