www.ikultura.net

Archiwum

Tuesday, Feb 09th

Last update11:45:13 PM GMT

You are here:

Agata Stanisz "Nadal jesteśmy obiektami do patrzenia, oceniania, ślinienia"

Email Drukuj PDF

Kiedy spotkałem się z działalnością Booksuka początkowo zaskoczony, później zaciekawiony rozpocząłem penetrację pola, który wypełniała Agata Stanisz jednym ze swoich alter ago (o ile mogę tak powiedzieć). Zakłopotanie związane z interpretacjami, niemożność ogarnięcia z początku sprowokowały dalej idącą wścibskość. Starałem się ułożyć wywiad w miarę odpowiedni aby przedstawić działalnośc Booksuka, który był dla mnie nowością. Czytając odpowiedzi Agaty nie tylko zyskałem pełniejszy obraz koncepcji działania, ale wybiła mi się na plan pierwszy - konsekwencja. Poniższa rozmowa zastąpiła pierwsze wrażenie wiedzą, która ułatwia mi ponowne spoktanie się z tymi pracami. Zaprszam zatem do przeczytania poniższego wywiadu i zapewne nie złapiecie się sami na pytaniu, którym zacząłem wywiad - "ale o co chodzi?".

No dobra, czym/kim jest Booksuk? Tak sobie już od jakiegoś czasu gmeram po Twojej twórczości i często wpada pytanie - no dobra, ale o co chodzi? Masz ochotę wytłumaczyć się ze swoich działań? :) Jak to się wszystko zaczęło, skąd taka nazwa, etc.

Booksuk to efekt półtorarocznego procesu twórczego: od tekstu przez dźwięk po video i fotografię. Początkowo była to tylko i wyłącznie nazwa robocza projektu tekstualnego, który w całości brzmiał "The Book of the Suk" (czyli książka suki: choć nie do końca ponieważ słowo suka nie jest tu odmieniona przez rodzaj żeński, lecz męski – zatem jest to słowo wymyślone, neologizm po prostu). "The Book of the suk" to była książka, którą od stycznia 2008 roku umieszczałam rozdział po rozdziale (codziennie) na blogu. Blog stanowił więc formę, która od początku wzmacniała wrażenie autonarracji. Tekst dotyczył najogólniej ujmując miłości i nienawiści w wydaniu heteroseksualnym, konkretniej zaś był o romansach z kobiecych perspektyw. Powstał w oparciu o rozmowy, dyskusje, monologii, e-maile, rozmowy gg, których autorami byli zarówno kobiety jak i mężczyźni. Całość jest w zasadzie jedym wielkim dialogiem bez jakichkolwiek opisów i bez jednoznacznego określenia bohaterów i bohaterek. Tekst oczywiście nie jest doskonały i w przyszłości będzie mi służył jako szkic. Acha, słowo Booksuk to był po prostu login, którego zaczęłam uzywać z czasem niemal wszędzie tam gdzie pojawiam się internetowo (przyczyna jest prosta: hasło Booksuk jest świetnie spozycjonowane, podobnie jak mary satan). Blog miał rejestrować proces tworzenia tekstu. Nawet jeśli coś już zostało tam umieszczone to ulegało zmianom, poprawom. Tekst był cały czas żywy. Nie sądze jednak, żeby ktokolwiek doszedł do tego, że teksty cały czas ulegają transformacji: nie sądzę żeby ktoś wracał do poprzednich rozdziałów książki. No więc by to podkreślić postanowiłam przedstawic ten tekst w formie dźwiękowej i w ten sposób powstało słuchowisko: czytanie książki z muzycznym-psychodelicznym tłem. Początkowo chciałam, żeby każdy rozdział był czytany przez inną osobą – miałoby to sens bo "The Book..." miała charakter poliglosji. Niestety nikomu się nie chciało angażować w projekt, więc książkę przeczytałam sama. Blog w tej chwili już nie istnieje. Praca nad tekstem póki co jest zakończona przede wszystkim ze względu na to, że w moje życie weszły wizualizacje. Video i potem fotografia są konsekwencją "The Book of the suk": dążyłam do zminimalizowania intelektualnego wysiłku jaki miałby byc poczyniony przez potencjalnych odbiorców. W internecie chodzi o szybkość, kondesację plus priorytetowośc zmysłu wzroku, obrazkowość kultury, w której żyję/żyjemy podyktowały mi medium, którym teraz się posługuję. Z Booksuka nie mogłabym już zrezygnować, bo słowo Booksuk zaczęło byc kojarzone z tym, co robię. Booksuk został spersonalizowany i to jest zasługa odbiorców tekstu i audycji. Tak więc dzisiaj Booksuk jest zarówno projektem, pseudonimem artycznym jak i wykreowaną osobą, która istnieje przede wszystkim w internecie.

Oczywiście nie wszystko jest proste i pomysł robienia wideo ma tez inne źródła: jako doktorantka antropologii kulturowej prowdzę zajęcia ze studentami. Zawsze mają one charakter warszatowy i często ich tematem jest zagadnienie przestrzeni miasta. Zajęcia mają byc fajne i wszyscy (ja i studenci) mamy się wspólnie czegoś nauczyć – tak pojawił się pomysł rejestrowania przestrzeni miejskiej za pomocą fotografii, którą można potem zanimować i zaprezentować w postaci klipów wideo. Nie potrafiłam tego robic więc jakies dwa latat temu nauczyłam się montazu na tyle, żebym mogła go nauczyć na podstawowym poziomie moje studentki i studentów. I tak się zaczęło.

Moje pierwsze wideo są bardzo krótkie: 10-20 sekund. Z czasem stają się coraz dłuższe: tu też chodzi o proces. Im więcej potrafię tym bardziej skomplikowane formy mogę robić. To naturalne. Przy czym w krótkości wideo chodziło głównie o szybkość – celem miało być niezamęczanie oglądających. Z premetydacją jednak w tych wideo znajdują się teksty, których nie da się przeczytać w całości przy jednorazowym oglądnięciu obrazu, lub nawet jest to nie możliwe bez zatrzymania klatki.

Ponieważ polem moich działań jest przestrzeń internetowa to zapożyczam ekspresję, formy, stylistykę, której używają ludzie w celu dokonania internetowej autoprezentacji. Źródła inspiracji to przede wszystkim videoblogi z youtube, fotografie z różnych portali o charakterze społecznościowym (myspace, nasza-klasa, mixer, randka.pl, flickr, deviantart, photobucket, faceBook, pinger itd.). w konsekwencji musiałam zacząć działać także na tych portalach i wchodzić w interakcje z róznymi ludzmi. Kolejnym bowiem źródłem inspiracji i tym, co napędza moje działania są ludzie. Nie jest tak, że prowadzę sobie jakiś eksperyment w internecie. Nie do końca, bo relacje z ludzmi, których poznałam przez internet są realne i szczere, podobnie jest z relacjami pozainternetowymi. Ludzie: to jak wyglądają, co robią, jak mówią, co mówią, ich historie, problemy, autokreacja to są w dużej mierze współautorzy Booksuka. To jest coś co łączy moje działania artystyczne z działaniami naukowymi. Zawsze pracuję z ludźmi i byc może właśnie dlatego zostałam antropolożką: potrzebuję ludzi zawsze i wszędzie. To jest tak, że ja się w swoim towarzystwie, kiedy zostaję sama ze sobą, dogłebnie nudzę. Jestem straszliwie nudną osobą. Wiem o sobie wszystko. Nie ma dla mnie niczego fascynującego w grzebaniu we własnych myślach. Dlatego tworzy się dziwne napięcie między mną a interpretowaniem moich wideo jako autoekspresji i autonarracji. To nie jest absolutnie to: to jest imitowanie autonarracji i autoekspresji. Ja cały czas puszczam oko w swoich wideo i fotografiach. Jesli jestam cokolwiek realnie auto to zdecydowanie jest to autoironia.

Bardzo często prezentujesz sama siebie. Czy zatem możemy rozumieć Twoje prace jako chęć artystycznego wyżycia się, taki wewnętrzny ekshibicjonizm, na zasadzie to jestem ja i wyciągnięty środkowy palec?

Na to pytanie zaczęłam już odpowiadać powyżej. Generalnie nic nie jest proste. Ja nie prezentuję siebie tylko używam siebie (i to też nie do końca dobrze powiedziane, bo używam jedynie swojej aparencji, która jest ostro przetworzona – kostiumy, obróbka cyfrowa). Oczywistym chyba jest to, że jest to forma artystycznego wyżycia się – przy czym nazwałabym to inaczej: to jest chęć mówienia w języku arystycznym, produkowania formy o charakterze artystycznym, które dla mnie jest rodzajem przeciwwagi (choć też nie do końca) do działań naukowych. Nie do końca dla tego, że antropologia kulturowa jest przede wszystkim sztuką interpretacji, kórą nie rządzi rygoryzm ani formalizm. Może ale nie musi.

Z całą pewnościa Booksuk nie jest ekshibicjonizmem, ale o ekshibicjoniźmie opowiada. I choć bywa wredny dla oglądających (jednostkowych oglądających, którzy np. byli impulsem dla powstania danego wideo) i bywa ironiczny to nie pokazuję fakacza. Jeśli pokazuję go dosłownie (bo czasem się zdarza, ale bardzo delikatnie i niezdecydowanie: tak jest np. w "Tuttifrutti Generator") to jest to gest zapożyczony od autorów fotografii, które robią im internetową autoreklamę. Zapewne zauważyłeś, że bardzo często np. na profilach majspejsowych ludzie umieszczają swoje zdjęcia z wyciągniętym środkowym paluszkiem, że jest takich zdjęć tysiące kiedy oglądasz foto-relacje z imprez. I co ciekawsze tendencję do fakacza mają dziewczyny, kobiety, laski. Ja myślę, że to należy rozpatrywać nieco głebiej: to jest gest symboliczny, takie stawianie oporu, facetom, inym kobietom. To jest mówienie: patrzecie na mnie, możecie na mnie patrzeć, ale tylko dlatego, że na to pozwalam. To jest też trochę identyfikowanie się z agresywnym nastawieniem: zatem zaprzeczanie stereotypowej kobiecości. Osobiście to popieram, ale to bywa śmieszne i idiotyczne, dlatego nie moge się powatrzymac od komentowania tego. Ja w ogóle komentuję współczesną kobiecość i seksualność, bo ona tak jak była tak i nadal jest do patrzenia. Nadal jesteśmy obiektami do patrzenia, oceniania, ślinienia. To jest taki moment, w którym fakt tego, że używam w swoich pracach samej siebie, powoduje że czuję się nienajlepiej. Nie da się ominąć dosłownego odbioru wideo i fotografii (o! Laska ma jazdę na swoim punkcie!), nie da się więc ominąć uprzedmiotowienia, które bywa uwłaczające dla mnie osobiście. Dorobiłam się nawet psychofana.

Szczerze mówiąc zarzut egocenryzmu i narcyzmu jaki często jest mi stawiany, jest śmieszny. Przede wszystkim dlatego, że już od dawna artyści używają w swojej sztuce samych siebie. Performerzy na przykład: kogo uzywają? Czyjego ciała? Swojego oczywiście. To nic nowego. Już o wiele bardziej słuszne byłoby powiedzeć: łeeee ale to już było! Bo tak własnie jest. Używam narzędzia i medium, które w sesnsie arystycznym jest nieco anachroniczne. To taki troche prymitywistyczne wideo. Wideo brut. W pewnym sesnie ów zarzut jest dla mnie zrozumiały, kiedy słyszę go od wykształconych artystów: ja naruszam pewną granicę. Nie jestem wykształconą artystką, używam języka powszechnego dla internetu, treść jest zamazana. Ale to pięknie pokazuje w jaki sposób arytyści (zwłaszcza poznańscy) konceptualizują sztukę: posługują się jej instytucjonalną definicją.

Hermann Broch mówił, że każde działanie (a więc też tworzenie sztuki) pozytywne etycznie daje efekt pozytywny estetycznie. To co odnajduję w Twoich pracach to, kontynuując Brocha, wybieranie możliwości tkwiących potencjalnie w rzeczywistości. Czy można powiedzieć, że Booksuk stworzył nowy, własny język tłumaczenia rzeczywistości?

Nie stworzyłam własnego języka tłumaczenia rzeczywistości. Nie wydaje mi się. Jestem technicznie za słaba na to. Teraz np. robię sobie przerwę w robieniu wideo ponieważ nie jestem w stanie zrobic tego, co bym chciała za pomoca narzędzi którymi dysponuję. W ogóle narzędzia bardzo mocno determinują formę. Poklatkowość, którą uwielbiam z resztą to rezulatat uzywania kamery za 500 złotych albo kamerki z rózowego aparaciku cyfrowego. Jakość obrazu jaki uzyskuje nie pozwala mi na operowanie płynnym obrazem. Muszę go dodatkowo zanieczyszczać: to po pierwsze. Po drugie nawiązując do języka wizualnego internetu, chcę go imitowac, przetwarzać. Marzę o obrazie czystym jak brzytwa, ale to jest na razie dla mnie nieosiągalne. Powiedzmy, że język jakim się posługuję cały czas się zmienia, dlatego, że nieustannie znajduję sie w procesie. To jest proces uczenia się: wideo, fotografii, internetu, innej formy komunikacji. Obecnie koncentruję się na fotografii cyfrowej i zaczęłam pracować z róznymi ludzmi: traktuję to jako warsztat, w trakcie którego uczę się tej pracy. W rezulatacie nie efekt jest dla mnie najistotniejszy ale sam proces; spotykania nowych ludzi i słuchania ich i obserwowania tego, co robią ze sobą, ze swoimi ciałami kiedy się ich fotografuje w bardzo sztucznej sytuacji jaką jest pozowana sesja zdjęciowa.

Co do estetyki w ogóle: jesli dobrze się przyjrzysz temu co robię, to zauważysz, że bardzo wazna jest dla mnie kompozycja i kolor. Zatem jednocześnie jest to trochę tworzenie obrazów. Mam słabość do zachwianej kompozycji: taką odnajduję w internetowych autoportretach. I jestem tymi autoportretami zachwycona. Zwykliśmy się nabijać np. z fotografii umieszczanych na allegro, na mixer.pl - lasek stąjących przed lustrami, z wypietymi pupami, dziwnie wygietym ciałem generalnie nie dostrzegając ich estetyki (która jest bardzo silnie związana z potencjalną treścią tych zdjęć). Niektóre z tych fotografi są na prawdę piękne. Wystarczyłoby je nazwać artystycznymi i mielibyśmy świetną sztukę.

Z tego zachwytu (z zachwytu nad estetyką fotek z portali społecznościowych) wynika fakt tego, że wideo trzaskam w swoim mieszkaniu, nie ukrywając, że jest to przestrzeń prywatna, że wszystko co robię ma charakterm home made. To się wprost wiąże z językiem, który zapożyczam. Zatem nie tworzę go: pożyczam i lekko przetwarzam, zniekształcam.

Jak rozumiesz takie pojęcia jak piękno, estetyka, wzór kulturowy? Wszystko jest subiektywne i nie podlegające ocenie? Czy w obecnym świecie, kiedy mamy swobodną możliwość poznawania innych kultur, wzorców behawioralnych, wykorzystywać nowe składniki rzeczywistości do wyrażania siebie, istnieje jeszcze coś takiego jak kanony piękna, etc? A może wszystko jest piękne, bo stworzone z tej samej energii?

Piękno, estetyka to są pojęcia o charketerze społeczno-kulturowym. Są zdeterminowane kontekstem kulturowym właśnie. To pojęcia eurocecentryczne, etnocentryczne. Więc jeśli pozostaniemy w naszym kontekście: to owszem poczucie piękna, estetyki to kwestia subiektywna, ale to nie oznacza, że nie posługujemy się jakimś schemtem. Potrzebujemy punktu odniesienia i jest nim jakis ogólny dyskurs społ-kulturowy dotyczący piękna i estetyki. Nie czuję się tu na siłach, żeby o tym dyskutować, bo akurat w tej kwestii jestem relatywistką. I tego eststycznego realtywizmu nauczyłam się w trakcie badań etnograficznych, jakie prowadziłam na temat kreaowania przez ludzi przestrzeni prywatnych: domów, mieszkań. To jest tak, że poczucie piękna i estetyki jest warunkowane wieloma rzeczami: to jest zawsze kontekstulane: zależy od punktu siedzenia (zatem od tego kim jestem, jaki jest mój status społeczny, jest zgenderyzowane, zalezy od moich kompetencji kulturowych itd.). tak więc jeśli chodzi o estetykę to w zasadzie łykam wszystko.

Nieustannie dokonuję też estetyzacji własnego ciała. Wiem, co zrobić żeby na tych wideo i fotografiach wyglądać dobrze. Booksuk musi wyglądać dobrze na pierwszy rzut oka. Przeciwwagą jest to co robię w trakcie performensów (to są banalne gesty: robię głupie miny, gesty, dorysowuję sobie wąsy, rozmazuję makijaż, zjadam papier, wyginam się w idiotycznych pozach, pokazuję swój tatuaż, który jest niedo przejścia dla wielu ludzi, bo jest antyestetyczny, komiczny). Czyli stawiam się w opozycji do tak własnie pewnego kanonu piękna. Używam go i jednoczesnie staram mu się na bieżąco zaprzeczyć.

Swoje zdjęcia przedstawiasz zawsze z innymi, prześwitującymi elementami. Czy dobór tych dodatkowych obrazów ma jakiś klucz czy jest dziełem przypadku i kierujesz się wyłącznie zadowoleniem artystycznym? Co w ogóle jest ważniejsze na przykład w serii "Booksuk Peaks" - Ty czy wyłaniające się obok Ciebie inne obrazy i postacie?

Nie zawsze. Zrobiłam tylko trzy serie z nałożonymi na siebie obrazami. Jedna to "Booksuk peaks" ,druga to "Rose_horror" i jest jeszcze "Dance_macabre". "Booksuk peaks" jest oczywiście bezpośrednim odniesieniem do Twin Peaks. Tu chodziło już o wytworzenie innej rzeczywistości i możliwości znalezienia się w niej. Ja bardzo lubię "Twin Peaks". Bardzo lubię twórczośc Lyncha: ha no własnie ze względu na estetykę, która jest mroczna, nieco surrealistyczna. Nałożenie na siebie dwóch obrazów wytwarza własnie mroczność i surrealizm. To jest także sięgnięcie po moce popkulturowo-kultowe. Booksuk zaczyna używać siebie na równi z ikonami popkulturowymi. Dokładnie to samo odnosi się do "Tuttifrutti..." i postaci terminatora. To jest oczywiście subiektywny wybór, ale "Twin Peaks" i "Terminator" to są filmy kultowe, a postaci tam wykreowane są ikoniczne.

Ale tak jak napisałam przede wszystkim chodzi o wytworzenie nowej przestrzeni o charakterze nieco surrealnym: takie są też moje krótkie wideo, te pierwsze, w których wystepuję z kwiatkami, pieniskami, czaszkami, literkami, psami itd. zestawienie tych znaków, obiektów, symboli często jest dada. Dadaizm to jest kolejna moja fascynacja. Kluczem często jest kompozycja. Najbardziej świadomie z premedytacją używam symboli religijnych i to najczęściej chrześcijańskich. Dlaczego? Bo one są dla mnie najbardziej zrozumiałe, jestem na nich wychowana i są we mnie zakorzenione. Tu nie chodzi o antyreligijność tylko o używanie elementów, z których składa się nasz tzw. świat zachodni. Nadto symblika chrześcijańska jest dzisiaj totalnie spopkulturowiona. A ja chcę się odnosić do popkultury, bo rozumiem ją tak dobrze jak rozumiem katolicyzm.

W "Tuttifrutti Generator" wybrałaś w podkład muzykę z Terminatora. To przypadek, zamierzony efekt? Na koniec pojawiasz się tam z szalikiem Lecha Poznań. Powinno się tu czegoś doszukiwać czy akceptować jak jest, obdejrzeć, wziąć co się moze i tyle - bo Booksuk will be back? :) Lubisz piłkę nożna, tak a propo?


Oczywiście, że to zamierzony efekt! "Tuttifrutti..." jest ścisle połączone z FBI. Fotografie z FBI są screenami z "Tuttifrutti...". To trochę skomplikowane... Po pierwsze popkultura: tak jak powyżej – "Terminator" jest popkulturowy, zbliża się premiera "Terminatora", uwielbiam "Terminatora", Booksuk jest aktualny, więc czerpie z tego co się dzieje tutaj i teraz. Podobnie z Kolejorzem: to były okolice meczu Lecha z Legią (mecz pucharowy). Nie w zasadzie to nie takie skomplikowane: najważniejsze jest Booksuk will be back. Terminator zawsze wraca i jako taki jest niemal niezniszczalny. Booksuk też ma funkcjonowac na takiej zasadzie. To jest też taki moment, w którym powoli okazuje się, że Booksuk zaczyna być traktowany troszeczkę bardziej poważnie. Zaczyna funkcjonować jako mini-ikona na skalę lokalną. Jak inaczej się odnieść do poznańskiej lokalności jeśli nie przez Kolejorza? Przy czym to lokalne identyfikowanie Booksuka jako ikonki odbywa się w środowisku okołoartystycznym, raczej odizolowanym od symbolu jakim jest dla Poznaniaków Kolejorz. Więc znów dokonuję pewnego zaprzecznia i chcę być ironiczna. Kolejorz jest tu dadaistycznym fetyszem.

Co do piłki nożnej: fascynuję się nią z antropologicznego punktu widzenia. Fascynują mnie kibice, gadżety, tłum, folklor tworzony wokół meczy piłkarskich.

Jedynym z nowszych projektów jest FBI czyli Fabulous Booksuk Icon vs Fabulous Bastardz Impact - plakat towarzyszący imprezie muzycznej w klubie FBI. Co możesz więcej powiedzieć o tej imprezie?

To był tylko dodatek do imprezy. Booksuk (nie ja jako Agata Stanisz) zostałam poproszona o zrobienie jakiegoś plakaciku upiększającego. Cóż innego mogłoby się znaleźć na tych platach, jesli nie sama Booksuk? Poza tym cała ta impreza miała charakter zamknięty: znajomi dla znajomych, bezsensowna autopromocja wśród znajomych. Weszłam w konwencję to wszystko.

Co powiesz o serii "*****666 #1"? Tlumacz sie teraz i spowiadaj co liczba 666 tutaj robi? Prowokacja czy głębsze znaczenie? :)

666? Oczywiście ma się to kojarzyć z satanizmem. Oczywiście, że tak. I oczywiście, że jest to pewna prowokacja. Podobnie jak Mary Satan. 666 wynika z Mary Satan. Nie chodzi tu o kultywowanie Szatana. Absolutnie nie. Tu chodzi o kreowanie pewnego rodzaju buntu, oporu, o poszukiwanie alternatywnego sposobu na tworzenie, życie, bycie w rzeczywistości. Dlaczego kreowanie: znów kwestia popkultury: wizerunek Sztana, liczba 666 także są spopkulturowione. Przed 666 w projekcie znajduje się dodakowo pięć gwiazdek, które mają wskazywać na "luksusową" wersję Booksuka.

Prawie zapomniałem wspomniec o innej osobie wykreowanej przez Ciebie - Mary Satan. Co powiesz o tej postaci? Z czym ona sie wiąże i dlaczego zdecydowałaś się ją oddzielic od Booksuk?

Mary Satan jest postacią bardziej związaną ze mną: Maria jest moim drugim imieniem, a satanek wziął się z czegoś bardzo bardzo osobistego: byłam paskudnym, niepokornym dzieckiem nazywanym czasem czotem, czorciątkiem, szatanem. Mary Satan to postać z tekstów: z "The Book of the Suk" oraz z softpornograficznych opowiadań, które pisałam razem z moim mężem, równolegle do "The Book of the Suk". Używam Mary Satan z przyczyn czysto praktycznych: spozycjonowanie w necie, brak innych Mary Satan. to jest kwestia chwytliwości i takiego bardzo łopatologicznego wzbudzania zainteresowania. Tak funkcjonuje internet. Dobry nick to podstawa.

Co możesz powiedzieć o czasopiśmie op.cit, z którym współpracujesz? Na czym polega Twoja współpraca, co możemy znaleźć w środku pisma?

Nic. Współpraca była luźna i już nie istnieje. Traktuj to jedynie jako punkcik w cv.

W latach 2004-2009 gromadziłaś, bądź dalej gromadzisz dokumentację zjawisk występujących w przestrzeni miasta (zgromadzania, manifestacje, parady, jarmarki, zawłaszczanie przestrzeni itp.). Co takiego fascynującego znajdujesz w tej gęstej sieci funkcji, powiązań jaką jest Poznań (jak rozumiem)? Czy takie betonowo-szklane mrowisko może być dla Ciebie inspiracją? W jakim celu zbierałaś wspomnianą dokumentację?

To jest działanie antropologiczno-dokumentacyjne. Już wspominałam, że przestrzeń miejska jest bardzo często tematem zajęć jakie prowadzę na uniwersytecie. Ponieważ jestem bardziej praktykiem a nie teoretykiem, zawsze kładę nacisk na badania terenowe i materiał empiryczny. Nadrzędnym celem jest dla mnie próba nauczenia studentek i studentów prowadzenia badań etnograficznych. Najłatwiej jest eksplorować przestrzeń Poznania. Jest pod ręką. Antropologia miasta to jest coś co towarzyszy mi od 6 lat i jest to taka sfera mojego naukowego hobby. Jest to też bardzo przystępna dziedzina antropologii, na której mozna ćwiczyć antropologię w ogóle. Materiał, który zbieram od 2004 odnosi się przede wszystkim do centrum Poznania: dlaczego? Dlatego, że mieszkam w centrum i mam z tą przestrzenią codzienny, pernamentny kontakt. Ja ją rejestruję, bo uważam że warto to czynić: zapisuję unikalne działania, zapisuję zmiany zachodzące w tej przestrzeni. Przede wszystki rejestruję centrum miasta z nieco innnej perspektywy: takiej oddalonej, ludzkiej, która stoi często w opozycji do ogólnospołecznego sposobu defionwania tego, czym jest centrum miasta. Rejestruje je z punktu widzenia kogoś, kto tu żyje, kto inaczej korzysta z tej przestrzeni niż np. turyści. Aktualnie chcę latem uruchomić projekt, którego celem będzie rejestrowanie audiosfery Poznania.

Dlaczego miasto, dlaczego Poznań i co jest w nim fascynującego? Ta przestrzeń jest dla mnie najłatwiej dostępna i nic więcej się za tym nie kryje. Myślę że wszystko jedno, gdzie bym była w tym momencie robiłabym to samo. Tak działam, taki jest mój sposób na bycie w świecie: ja się nim fascynuję. Na to nakłada się lekkie zboczenie zawodowe: mam w głowie nieustanna potrzebę analizowania i interpretowania wszystkiego. Można powiedzieć, że mój światopogląd ma charakter antropologiczny.

Jaką muzykę i inne dziedziny sztuki preferujesz? Co w nich odnajdujesz i czy są dla Ciebie inspiracją do własnej twórczości?

Czasem lubię wszystko. Muzyka raczej nie stanowi dla mnie inspiracji. To jest coś czego nie rozmumiem do końca. Nie jestem muzyklana, nie mam słuchu, nie potrafię śpiewać, nie potrafię grać na żdanym instrumencie, nawet tańczyć nie potrafię. W rezulatacie nie jestem fanką żadnego stylu muzycznego. Z calą jednak pewnościa nie jestem w stanie zdzierzyć polskiej muzyki. Nie słucham popu i rocka. Więc bardziej moge okrślić to czego nie lubię niż to co lubię.

Sztuka? Zdecydowanie performance, body art. To są takie dziedziny w których można obserować działanie. Coś się dzieje. Ostatnio lubuję się np. w pracach Robakowskiego. Jest mniej hermetycznie niż w przypadku np. prac czysto konceptualnych. Malarstwo, rzeźba? Odczuwam je jedynie estetycznie. Generalnie sztuka jest kolejna przestrzenią, którą przede wszystkim obseruję.

Czy tworząc pracujesz zawsze sama? Czy tworząc filmy, sesje zdjęciowe ktoś Ci pomaga czy jest to tylko i wyłącznie Twoja robota?

Tak wszystko robię sama. Teraz się to nieco zmienia, bo fotografuję innych ludzi, a sesja zdjęciowa jest dla mnie współną pracą: modeli i osoby fotografującej. Takie fotografowanie bez osoby asystującej jest jednak bardzo trudne: trzeba wszystko kontrolować, a ja jeszcze nad tym nie panuję i nie wiem czy w ogóle jest to możliwe. Pracuję w bardzo dynamiczny sposób i nie zauważam pewnych detali. Trudno jest się rozdwoić, roztroić.

Jak reagują ludzie z Twoje bliskiego i dalszego otoczenia na to czym się zajmujesz, jak siebie manifestujesz? (nie odbierz to proszę jako czepianie się czy krytyke, po prostu czysta ciekawość).

To nie jest manifestacja samej siebie. Bliskie otoczenie? Najbliższe to oczywiście rodzina. Popierają, wspierają. Najbardziej bezpośrednio mój mąż, który jest moim mecenasem. Dalsze otoczenie; znajomi – oglądają, nie do końca krytykują, ale mają problem z przedarciem się przez powierzchnię obrazu, a tą powierzchnią jest moje ciało. Prawdopodobnie oglądają bardziej mnie i calość jest odbierana na zasadzie no własnie autoekspresji. Powoli się to zmienia, bo zaczyna się oddzielanie mnie od Booksuka.

A jaka na codzień jest Agata Stanisz? Czy eksperyjne zachowania, o ile mogę użyć tego słowa w Twojej twórczości to element sztuki w która uciekasz w danym momencie czy styl bycia, zachowań wobec otoczenia?

Nie da się mnie zupełnie oddzielic ani od Booksuka ani od Mary Satan, bo używam swojego ciała. Używam swojej przestrzeni prywatnej, swoich ciuchów, w których czasami chodzę ubrana, gestykulacji, bo nie jestem aktorka i jeszcze nie panuję nad swoim ciałem tak jakbym chciała. Agata Stanisz na codzień siedzi na dupie i pisze doktorat. Siedzę w kuchni na seledynowym krzesełku palę papierosy, piję kawę, czytam, piszę. Czasem sprzatam, czasem gotuję. W zasadzie maksymalnie dużo czasu spędzam z moim mężem. Bardzo dużo rozmawiamy.

Czego zatem możemy się wkrótce znów spodziewać po Booksuk? Dziękuję za Twój czas i odpowiedzi :)

Booksuk teraz szykuje się do przygotowania elementów fotograficznych na Mironalia w Warszawie: dokładniej będzie to odniesienie się do postaci Mao Star. Użycie jej wizerunku przefiltrowanego przez stylistykę Booksukową. Od kilku miesięcy obserwuję powstawanie legendy Mao Star i to co zaprezneuję na Mironaliach ma wzmacniać tę legendę. Booksuk przyjmuje, że wizerunk Mao jest rozpoznawalny, choć w rzeczywistości nie jest, ale w pewnym środowisku powoli odnawia się, redefinuje. Mao Star to Małgorzata Starowieyska. Biorę w tym udział z ciekawości, ze względu na ludzi, którzy tworzą Mironalia (dla mnie osobiście jest to zupelnie inny świat: bardziej intelektualny, poetycki). Jest wielce prawdopodobne, że poniosę porażkę, ale ciekawość jest silniejsza. Jestem nastawiona na doświadczanie i uczenie się.


Agata Stanisz @ Behance Network
Booksuk @ Myspace
Booksuk @ Youtube

 

Poniżej znajdziecie kilka prac ze zbiorów jakie wyprodukowane zostały przez Booksuk i Mary Satan


z serii "Dance makabre"


z serii "You can go fly a kite"


z serii "Anty_picnic"


z serii "Rose horror"


z serii "Booksuk avatar 1930"


z serii "Booksuk peaks"


z serii "After booksuk"


z serii "Booksuk vs dogs"


z serii "Festish objects"


z serii "Pono moma"


z serii "***** 666 #1"


z serii "***** 666 #1"


z serii "***** 666 #1"

I kilka materiałow video: